Podróż do Uluru, serca Australii
To była najdłuższa i najbardziej wyjątkowa podróż samochodem, jaką kiedykolwiek odbyliśmy - prawdziwa podróż do Uluru. Od dawna marzyłam, aby zobaczyć to ikoniczne miejsce z bliska, a zbliżające się urodziny były idealnym pretekstem. Wypożyczyliśmy kampera i ruszyliśmy w road trip przez środek Australii, pełni ekscytacji i ciekawości tej magicznej formacji.
Trasa
Cala podróż do Uluru zajęła nam 4 dni ciągłej jazdy, z małymi przystankami na jedzenie. Przejechaliśmy w sumie prawie 3500 km w jedną stronę. Zdecydowaliśmy się jechać dłuższą trasą przez Tennant Creek, zamiast bezpośrednio z Longreach do Alice Springs. Krótsza droga jest żwirowa, a ubezpieczenie naszego campera nie pokrywało strat wyrządzonych na drogach bez asfaltu. Dobrze, że nie byliśmy ograniczeni czasowo, więc mogliśmy nadrobić dodatkowe 400km. Planując Waszą podróż koniecznie sprawdźcie stan dróg planowanej trasy.
Przygotowanie
W dniu wyjazdu Brisbane, gdzie mieszkamy, ogłosiło lockdown z powodu zaledwie sześciu przypadków wirusa C19. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co dalej – jedziemy czy zostajemy? Na podróż do Uluru czekaliśmy jednak zbyt długo, więc decyzja była oczywista. Pakowaliśmy się w ekspresowym tempie niczym w filmie, żeby zdążyć opuścić miasto jeszcze przed wprowadzeniem obostrzeń.
Będąc już w drodze, skontaktowaliśmy się z przedstawicielem stanu Northern Teritorry, na terenie którego jest położone Uluru. Chcieliśmy zwyczajnie potwierdzić czy w obecnej sytuacji rzeczywiście będziemy mogli przekroczyć granicę stanu. Co usłyszeliśmy w odpowiedzi? „Na 90% prawdopodobnie tak, ale to nie ja będę Was kontrolował na bramce”.
Aby dojechać do granicy musieliśmy poświęcić 2 dni drogi, trasa do miejsca kontroli wynosi ponad 2000 km, trochę ryzykowne było udanie się bez jednoznacznej decyzji. Postanowiliśmy jednak postawić wszystko na jedną kartę, gdyż gra warta była świeczki. Oczywiście mieliśmy też plan zapasowy aby jechać na wybrzeże gdyby się nie udało, dlatego chyba jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy na Uluru zabrali ze sobą płetwy i maskę do pływania.
Kontrola i dokumenty
Jak się później okazało, to był dopiero początek przygód. Bowiem podczas kontroli na granicy stanów dowiedzieliśmy się, że źle wypełniliśmy obowiązkowy formularz i niestety dopóki go nie poprawimy, nie możemy wjechać do Północnego Terytorium. Pech chciał, że dokument trzeba było wypełnić elektronicznie. Wyobraźcie sobie teraz dwa duże kontenery połączone blachą (służące za punkt kontroli) pośrodku wielkiej równiny na samym środku australijskiego buszu. Znaleźć tam zasięg graniczyło z cudem! Na szczęście los się do nas uśmiechnął i po chwili mogliśmy cieszyć się małym sukcesem!
Przemierzając kolejne kilometry, dość często okazywało się że byliśmy jedynymi uczestnikami ruchu. Widzieliśmy inny samochód dość sporadycznie. Zazwyczaj mijały nas długie ciężarówki zwane w Australii pociągami drogowymi (road train). Im dalej się zapuszczaliśmy tym ich natężenie było większe. Takie ciężarówki mogą osiągnąć długość aż 53,5 metra! Uważajcie przejeżdżając obok nich, bo podmuchy przy pędzących maszynach są mocno odczuwalne!
Noclegi
Podczas tej wyprawy zatrzymywaliśmy się głównie na tzw. rest area. Sa to dość popularne w Australii większe zatoczki przy drodze przeznaczone specjalnie na odpoczynek. W wielu takich miejscach znajdziemy toaletę czy ławki ze stolikami do przygotowania posiłków. Polecamy oglądać znaki zamieszczone w takich miejscach, na wielu z nich można zatrzymać się na cała noc.
My osobiście korzystamy z tradycyjnego, papierowego atlasu, w którym zaznaczone są wszystkie większe rest area, więc mogliśmy tak zaplanować trasę, aby zatrzymywać się głównie na tych z dostępną opcją całonocnego spania.
EDIT: zamiast bycia dinozaurem, pobierzcie WikiCamps. Aplikacja wskaże Wam bezpłatne opcje w okolicy.
Stacje benzynowe
Nasza podróż do Uluru była mocno podyktowana dostępnością stacji benzynowych na trasie. Rozłożone są tak rzadko, że praktycznie tankowaliśmy samochód na każdej stacji. W ogóle nie korzystaliśmy z zapasowego kanistra z benzyną (zapach paliwa w małym kamperze nie należy do naszych ulubionych). Tak więc odpowiednio wcześnie patrzyliśmy w atlasie gdzie będzie następna stacja i wtedy kombinowaliśmy dostępne rest area. Ostatnie czego byśmy chcieli, to utknąć pośrodku paliwowego odcinka z pustym bakiem.
Ważna uwaga:
Stacje benzynowe zamykane są dość wcześnie, ok.18-19:00, obiekty całodobowe są dużym wyjątkiem, pamiętajcie o tym jak będziecie planować swoją podróż.
Uwaga węże!
Nie sposób pominąć także porzucone samochody, które dość regularnie widzieliśmy na poboczu. Niestety biorąc pod uwagę ogromne odległości na outbacku, koszt holowania do najbliższego miasta może z pewnością przewyższyć koszt samochodu. Dodatkowo, nie w każdym outbackowym miasteczku znajdziemy przecież dobrego mechanika. Dlatego też w przypadku np. stłuczki z kangurem, gdy samochód jest mocno uszkodzony, spycha go się z drogi i w bezpiecznym miejscu zostawia zwyczajnie przy drodze. Stanowi on później wygodny dom i daje schronienie przez słońcem dla wielu gatunków zamieszkujących tam węży!
Prysznice
Nocleg w sumie nigdy nie stanowił dla nas większego problemu, mogliśmy się zatrzymać w wielu miejscach i wygodnie oraz bezpiecznie spać w środku campera. Jak rozwiązaliśmy natomiast problem prysznica? Niektóre z rest area zapewniają darmowe prysznice (zimne). Jeśli akurat trafiliśmy na zajazd bez łazienki, kierowaliśmy się na stację benzynową . Alternatywą były również tzw. roadhouse. Zatrzymywali się tam na noc głównie kierowcy wielkich ciężarówek oraz turyści z osobówek szukający wygodnego łóżka do spania. W obu miejscach nie płaciliśmy za prysznic więcej niż $5 za osobę.
Jedzenie
Podróż do Uluru samochodem jest bardzo długa, więc możesz przyjąć, że na pewnym etapie konieczne będzie samodzielne przygotowanie posiłków. My zrobiliśmy większe zakupy w supermarkecie Woolworths w Toowoomba (planowaliśmy wyjechać już z zapasem, ale lockdown pokrzyżował plany). Swoją drogą wymięty paragon, o którym przypomnieliśmy sobie tuż przed granicą uratował nam tyłki! Idealnie poświadczał, że zdążyliśmy opuścić Brisbane zanim ograniczenia w Brisbane weszły w życie.
Na wyposażeniu kampera jest zazwyczaj mała lodówka, dwa palniki i mikrofala, także nie było problemu z gotowaniem. Dania mieliśmy raczej proste: kanapki, owsianka czy makaron z warzywami w kilku wariacjach. Polecamy też bardzo kuskus za jego szybki sposób przygotowania. Dodatkowo, na stacjach benzynowych praktycznie zawsze jest dział spożywczy, więc można na bieżąco dokupić pieczywo, jogurty czy inne potrzebne rzeczy. Dla osób spragnionych gotowego jedzenia, przy wspomnianych roadhouse’ach znajdziemy także pub z tradycyjnym, australijskim menu.
Australia jest bardzo przyjaznym krajem do podróżowania samochodem. Na trasie regularnie można spotkać miejsca do odpoczynku – są stoliki, ławki, jeśli ktoś z Was potrzebuje przestrzeni, to nie ma konieczności jedzenia w kamperze.
Krajobraz
Musimy koniecznie wspomnieć też o krajobrazie jaki nam towarzyszył przez te kilka dni jazdy. Wiele osób uważa, że prawdziwa Australia zaczyna się poza miastem.
Czerwona ziemia, busz… jest to niepowtarzalny widok, którego na próżno szukać gdziekolwiek indziej. Co ciekawe, oboje od razu przyznaliśmy, że właśnie na tym outbacku widzieliśmy najpiękniejsze wschody i zachody słońca.
Fake Uluru
Tuż przed samym Uluru zza horyzontu wyłania się góra, która kształtem mocno przypomina Uluru. Nie dajcie się jednak oszukać, bowiem jest to Mt Conner, potocznie znane jako fake Uluru. Od Uluru jest znacznie niższe, ale zajmuje o wiele większą powierzchnię niż sławna skała Aborygenów. Przy drodze znajduje się też punkt widokowy. To w tych okolicach widziałam chyba najbardziej ceglasty piasek w całym swoim żyćku.
Anmatjere Man oraz Anmatjere Woman and Child
Na północ od Alice Springs trafiliśmy na imponujący, 17-metrowy posąg ważący prawie 8 ton. Jego autorem jest australijski rzeźbiarz Mark Egan, a inspiracją miał być… słynny napis Hollywood. Podobnie jak on, „Anmatjere Man” ma być widoczny z daleka i przyciągać uwagę podróżników przemierzających australijski outback.
Choć rzeźba nie stoi tuż przy samej drodze, wyróżnia się wyraźnie na tle niskiej, czerwonej pustyni - trudno ją przeoczyć.
U podnóża pagórka gdzie stoi figurka mężczyzny znajduje się także równie imponująca rzeźba kobiety i dziecka. Ten dodatkowy posąg ma nadać temu miejscu perspektywy codzienności, rodziny i potrzeby zachowania ciągłości kultury rdzennych mieszkańców. I chociaż początkowo miał być tylko dodatkiem, obecnie pełni znacznie większą rolę.
Obok rzeźb znajduje się także niewielki guesthouse i punkt postojowy, więc to świetne miejsce na przerwę w podróży, rozprostowanie nóg i zrobienie kilku zdjęć. Według mnie to jedna z tych nietypowych atrakcji, które dodają roadtripowi po Australii jeszcze więcej charakteru.
Termity
Jeśli wybierzecie się w podróż do Uluru, z pewnością zauważycie po drodze ogromne kopce termitów. Ich liczba i rozmiary naprawdę robią wrażenie - niektóre z nich mają nawet kilka metrów wysokości! Aby urozmaicić sobie długą trasę przez outback, turyści i lokalni mieszkańcy często „dekorują” kopce, zakładając im czapki Mikołaja, hawajskie kwiaty czy kolorowe koszulki. Dzięki temu monotonna droga zamienia się w prawdziwą galerię nietypowych instalacji pośrodku pustkowia.
Dingo i wielbłądy
Podczas podróży do Uluru łatwo spotkać dzikie zwierzęta charakterystyczne dla australijskiego outbacku. Najczęściej są to wielbłądy oraz dingo. Co ciekawe, dzisiejsze wielbłądy w Australii są potomkami zwierząt sprowadzonych do kraju w przeszłości w celu transportu w suchych, pustynnych rejonach. Po rozwoju kolei zostały wypuszczone na wolność i dziś tworzą jedną z największych populacji dzikich wielbłądów na świecie. Często można je zobaczyć przy drodze - zwykle trzymają dystans, ale czasem spokojnie przechodzą przez asfalt.
Dingo natomiast to dzikie psy australijskie, które najczęściej polują o świcie i zmierzchu. Zazwyczaj są płochliwe i unikają kontaktu z ludźmi, dlatego na nasz widok najczęściej odchodziły w przeciwną stronę. To jednak wciąż dzikie zwierzęta i nie należy ich dokarmiać ani próbować się z nimi zbliżać.
Spotkania z dingo i wielbłądami dodają podróży do Uluru autentyczności. Cieszą za każdym razem przypominając, że znajdujemy się w samym sercu pustynnego, surowego outbacku.
Camping w Australii
Jeśli zainteresował Cię temat campingu w Australii, to z pewnością spodoba Ci się ten artykuł – camping w Australii, gdzie znajdziesz wszystkie potrzebne informacje odnośnie tego sposobu podróżowania na antypodach. Spisałam tam swoje doświadczenia oraz opowiadam czy aby na pewno należy bać się australijskich zwierząt decydując się na taką formę podróży.
Przekonaj się klikając w link powyżej.
Podsumowanie
Przebrnęliśmy do końca tego wpisu, chociaż mogłabym opowiedzieć jeszcze drugie tyle. Podróż do Uluru to doświadczenie, które naprawdę zostaje w pamięci. Ten samotny monolit pośrodku australijskiego outbacku zachwyca swoją surowością, zmieniającymi się kolorami i znaczeniem dla rdzennych społeczności. Szczerze polecam Ci wybrać dojazd vanem aby wczuć się w klimat i móc prawdziwie doświadczyć australijskiego outbacku, który pokazuje Australię od zupełnie innej strony - autentycznej, dzikiej i niepowtarzalnej. I mam nadzieję, że uda Ci się kiedyś o tym przekonać na własnej skórze.
Zapraszam także do pozostałych wpisów z cyklu „Podróż do Uluru”:

